Mój dzień godzina po godzinie wyzwanie hour by hour 2017

 

To był czwartek. Od kilku dni przekładałam wyzwanie „Dzień w zdjęciach godzina po godzinie” i to miał być ten dzień.

Wszystko się poukładało: pogoda dopisała, nikt się nie pochorował, samochód się nie zepsuł, wiele rzeczy było tak, jak zaplanowałam. A mimo to i tak zaliczyłam kilka kryzysów pod tytułem „aaaa, co robić, dziewczyny gdzie nie staną, tam zostawiają giga bałagan, a ja nie wiem, za co mam się najpierw łapać”.

Pewnie w najbliższym czasie nie zrobię tego drugi raz. Nie nastawię sobie budzika co godzinę, żeby zrobić zdjęcia tego, co mnie otacza. Ale bardzo się cieszę, że tego jednego dnia się udało.

Zainspirowana przez Kasię z worqshop.pl (tu możecie przeczytać, o co dokładnie chodzi w wyzwaniu) udokumentowałam jeden dzień z mojego życia. I kiedy teraz patrzę na te wszystkie zdjęcia, przynajmniej co do tego jednego dnia wspomnienia nie zlepiają się w jedno mętne „ja-naprawdę-nie-ogarniam-tego-chaosu”. Mam przed oczami to, dla czego zostałam na wychowawczym. Te uśmiechy z czterema zębami, te wygłupy do utraty tchu, to że nie muszę się martwić, jak co chwilę zmieniają się plany, bo któraś jest chora.

O niektórych godzinach musiałam bardzo walczyć o to, żeby zrobić jakiekolwiek zdjęcie. Ale już kolejnego dnia widziałam, że to ćwiczenie uruchomiło w mojej głowie nieustanny proces obmyślania, jak można lepiej uchwycić różne codzienne chwile. Po raz kolejny utwierdziłam się w tym, że żeby robić dobre zdjęcia, trzeba… (eureka!) robić dużo zdjęć. Mieć ze sobą aparat. Wyjmować go przy każdej okazji. Nie łamać się. W zeszłym roku też wzięłam udział w tym wyzwaniu i cieszę się, że w tym roku widać poprawę (choć jeszcze wiele takich wyzwań upłynie, zanim będę w pełni zadowolona). 

 

0550 wstajemy i szykujemy sie do wyjscia

Dzień zaczął się przed 6. Miałam wstać wcześniej, żeby spokojnie ogarnąć Klarę, ale jak zwykle ostatnio – przestawiałam budzik pięć razy i latałam potem z wywieszonym jęzorem, dodatkowo robiąc przy tym zdjęcia. Złapałam w kadr pierwsze, co się nasunęło – rzeczy przygotowane przy wyjściu z domu: torby, książkę. Kapcie były obok, to dorzuciłam.

Gabi brała do przedszkola książkę, bo miała pracę domową (może drugą w życiu): znaleźć coś o kraju, którego symbolem są tulipany.

 

0650lista zakupow

Tuż przed 7 byłam w samochodzie i pisałam listę zakupów w Bullet Journalu. Paweł poszedł odprowadzić Gabi do przedszkola. Zaraz… stop! Skąd się wzięłam w samochodzie, skoro jestem mamą na wychowawczym? Co jakiś czas udaje się nam wszystkim zebrać, odwieźć Gabi do przedszkola i pojechać na poranną Mszę. I choć bardzo nie lubię wstawać rano, to uwielbiam ten czas, kiedy ruszamy spod domu wszyscy razem. To jest mój miracle morning. Plus, wspólna Msza to w moim odczuciu przynajmniej sto dodatkowych punktów do naszej relacji).

0750 ryneczek

7:50

Tu nasze drogi się rozeszły – tata pojechał do pracy, a my na nasz mini ryneczek i potem autobusem do domu.

0850Klara po powrocie z zakupow

8:50

Już w domu. Teraz czas na porządne drugie śniadanie.

0950juz prawie chce mi sie spac

Przed 10 zaczęłam szykować Klarę do snu, choć sami możecie zobaczyć, jaka była senna. Na szczęście od jakiegoś czasu Klara rozumie, że codziennie mniej więcej o tej samej porze jest drzemka i nawet jeśli nie jest bardzo senna, to nie płacze, ale bawi / wierci się w łóżeczku i w końcu zasypia. W wersji idealnej. Bo jeszcze czasem życie wchodzi w drogę: a to wyjazd do lekarza, a to choroba,  a to kilka dni u rodziny w innym mieście… i cały rytuał budujemy od nowa…

1040 drzemka i szydelkowanie

Przed 11 Klara spała, a ja zajęłam się tym, o czym niektórzy myślą, że robię cały dzień (a co w takim wydaniu udało mi się od początku maja może 2 razy – mimo, że to mój priorytet) szydełkowaniem / blogowaniem. Na tego dnia miałam przewidziane szydełkowanie, więc oglądałam przy tym mój ulubiony serial – Gilmore Girls (z przerwą na Qlisy). Mój ideał jeśli chodzi o spędzanie drzemki.

12 Klara szydelkuje

Tuż po 12 Klara wstała i też chwilę poszydełkowała. (Wiem, że to zdjęcie jest zbyt jasne i mogłabym wybrać inne, ale nie mogłam sobie odmówić pokazania Klary z szydełkiem.) Później pojechałyśmy do przedszkola.

13a na blog

13

Na tym zdjęciu są tak naprawdę obie dziewczyny. Gabi schowała się w wózku. Potęga tego, czego nie można. Klara dałaby wszystko, żeby nie jeździć w wózku. Gabi co chwilę „bolą nogi” – mimo że latem weszła na Trzy Korony.

14IMG_9970

Koło 14 byłyśmy w domu i zaczęła się jazda bez trzymanki. Obie dziewczyny powinny się były szykować do drzemki (tak, Gabi wciąż ma drzemki i śpi o wiele dłużej niż Klara. Nie pytajcie. Jedni trafiają szóstkę w lotka, a my śpiące dziecko.) lub przynajmniej czuć lekką senność, ale nic takiego nie następowało. Zamiast tego robiły gigantyczny bałagan, rysowały sobie flamastrem buźki na palcach rąk (Gabi), balansowały na jednej nodze na krześle (Klara) i robiły dużo innych rzeczy, a ja zastanawiałam się, co mam łapać pierwsze oprócz Klary – odkurzacz czy aparat. I jak tu zrobić jakiekolwiek sensowne zdjęcie?! To uczucie towarzyszyło mi tego dnia jeszcze kilka razy… Chociaż kiedy teraz patrzę na zdjęcia, to ważne jest tylko to, że dziewczyny świetnie się ze sobą czują. I nawet jeśli jeszcze nie często się razem bawią, to widać, jaką to odgrywa rolę, że ta druga jest obok.

15IMG_9986 inny kadr

15

Widok na dwie owsianki (Gabi już spała. Kiedy nadchodzi jej pora po prostu nagle się ulatnia i można ją potem znaleźć śpiącą w którymś pokoju.). Na drugim planie mój nowy bullet journal. Dostałam go tego dnia rano w prezencie od koleżanki, na dodatek w zupełnie niespodziankowy sposób! 

[Gabi po otworzeniu zeszytu i zobaczeniu, że jest w kropki: Teraz tylko musisz je połączyć!]

1546chyba najlepsze tylko rozjasnicIMG_9997

Tuż przed 16 obie dziewczyny spały, a ja włączyłam podcast Pani Swojego Czasu (pierwszy polski podcast, którego kolejnych odcinków nie mogę się doczekać) i ruszyłam ze składaniem prania i drobnymi porządkami.

1640IMG_0001

17

Obiad w przygotowaniu. Tak, tak, takie spokojne zdjęcie na blog…

A w tle dwie rozbawione dziewczyny, w tym jedna w fazie wyciągania wszystkiego z szafek, znikania w drugim pokoju i wspinania się na stół. Stania na jednej nodze na chyboczącym się krześle. Same rozumiecie… błogo i nostalgicznie.

1740 Klara w kartonie

18

Klara w kartonie z wypełnieniem do zabawek. To był wyjątkowo mój pomysł, nie jej ;). Gdyby ktoś pytał: tak właśnie wygląda kilogram wypełnienia. Słyszałam o takich, którzy zamówili sobie od razu 3 kilo i doznali zawału, jak kurier wjechał z trzema pudłami…

1840szalenstwo z Gabi

19

Wygłupy. Bałagany. Jazda bez trzymanki. Gdzieś w tym chaosie Paweł zrobił nam zdjęcia. Fotobudka w naszym wydaniu. Następnym razem przygotujemy sobie jakieś wyszukane stroje. Ale i tak jest to fajna pamiątka i coś, czego bym nie miała, gdyby nie to wyzwanie, bo nie przyszłoby mi do głowy, żeby sobie robić zdjęcia we dwie na tle ściany.

1940Klara w czasie kolacji

20 Kolacja. Klara już strasznie zmęczona, ale zebrała się jeszcze w sobie i strzeliła kilka słodkich minek.

Niestety to był ostatni zapis tego dnia, bo później jechałam na spotkanie, na którym nie bardzo mogłam robić zdjęcia. Teraz myślę, że wychodząc mogłam jeszcze zrobić chociaż zdjęcie swoich butów, ale nie zrobiłam, nie udało się i wcale sobie tego nie wyrzucam (Klara płakała szaleńczo i po pożegnaniu myślałam tylko o tym, żeby jak najszybciej zniknąć jej z oczu.) Mimo wszystko jestem z siebie dumna, że podjęłam tę próbę i że pod koniec dnia mam jednak sporo fajnych zdjęć, z których niektóre będę mogła wywołać czy wrzucić do kalendarza, a co najważniejsze – które układają się w jedną całość i pomogą mi zapamiętać, jak wyglądał mój dzień w 2017 roku.

Dajcie mi koniecznie znać, jeśli brałyście udział w takim lub podobnym wyzwaniu. Bardzo bym chciała zobaczyć, jak Wami mijają zwykłe – niezwykłe dni!

Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on FacebookShare on Google+Buffer this pageShare on TumblrEmail this to someoneShare on StumbleUponShare on LinkedIn