#mojpamietniczku 1 – Wracam na Etsy!

with Brak komentarzy

Drogi Pamiętniczku!

No, to się pozmieniało.. Wrzesień miał wyglądać zupełnie inaczej. Miałam wrócić do pracy, wstawać codziennie o 4 rano, jechać tramwajem do mojego wesołego biura, tłumaczyć tam przez 8 godzin, wracać do domu, odbierać dzieci, spędzać z nimi czas, drugą ręką w tym czasie gotując obiad i sprzątając – i padać bez sił o 20, tuż po tym, jak w końcu wtłoczymy dzieci do łóżek.

Zupełnie nieoczekiwanie wszystko tak się poukładało, że zostałam na razie w domu! Od rana dziewczynki chodzą do przedszkola, a ja mam lekcje. To niesamowite, ile osób chce się uczyć języków. Albo ilu rodziców chce, żeby ich dzieci się uczyły :).

Oprócz tego powinnam mieć jeszcze trochę czasu na moje wzory i działalność na Etsy (mój związek z tym portalem jest bardzo burzliwy – może teraz nareszcie nadszedł jego czas?!!).

 

Mam plan na odkurzenie mojego sklepu i zapełnienie wirtualnych półek lalkami i misiami. Jest już późno. I’m late to the game – jak to mówią w Stanach. Klienci już od jakiegoś czasu zamawiają prezenty na święta i z każdym dniem zmniejszają się szanse na to, że ktoś zza Oceanu zamówi coś właśnie ode mnie, z dalekiej Polski. Na szczęście są jeszcze klienci w Niemczech. A ja mam przygotowane zabawki, które tylko czekają, żeby wyruszyć do nowych domków. Jedyne, czego im brakuje, to porządne zdjęcia!!

 

Może to śmieszne, ale tak po prostu po ludzku ciepło mi się robi na serduchu, jak pomyślę, że mogą trafić w małe łapki jakiejś dziewczynki gdzieś tam, w zupełnie innym kraju. Patetyczne, bo patetyczne, ale w dzienniku mogę to napisać: To, że w każde oczko wkładam dużo ciepłych uczuć, nie idzie na marne. Taka dziergana godzinami zabawka ma szansę zostać „tym jedynym przyjacielem na długo”. Widziałam to na własne oczy wiele razy i już nie mogę się doczekać, kiedy się dowiem, że znów któraś z moich zabawek gdzieś leci.

 

Hmmm.. tak, i właśnie to sobie będę porządnie powtarzać do czasu, aż nie zrobię fajnych zdjęć!! Nie robię tego dla siebie, tylko dla tej jednej małej dziewczynki z warkoczykami, która nie ma szansy przytulić się do misia, dopóki nie ruszę tyłka i nie wstawię jego zdjęć do internetu. Czyli dopóki ich nie zrobię.

Bo robienie zdjęć to moja zmoora. Kurczaki, aż dziwne, że był taki moment, kiedy miałam to w miarę ogarnięte. Ale potem w to jedno, najbardziej jasne miejsce w naszym domu (w pobliżu dwóch okien!!) wstawiliśmy piękną szafę po babci, która niestety jest bardzo ciemna i zabrała światło. I zdjęcia już mi nie wychodzą. Koloryt przekłamany, światła za mało. Niestety ta szafa nie pasuje w żadne inne miejsce i musi tu zostać. A ja muszę szybko coś wymyślić :). Znaleźć inne miejsce w domu, które będzie w miarę ładne i jasne. Lub znaleźć jakiś inny pomysł na te zdjęcia. Ale będę myśleć o tej dziewczynce i coś wykombinuję, promise!

 

W ostatnim czasie wyciągnęłam dwa kartony zabawek. W jednym są już całkowicie gotowe lalki i misie, a w drugim te prace, które potrzebują jeszcze takiego ostatecznego dopieszczenia. Posortowałam je. Zrobiłam listę tych, które są już prawie gotowe. I tych, których na święta na pewno nie zdążę wyszykować. Czekaj tu na mnie. Będę zapisywać, jak mi idzie.