Zaskakujące, ale to jednak działa!

Udało mi się! Zakończyłam moje wyzwanie „jedna zabawka na raz” i … przekonałam się, że to jest rozwiązanie dla mnie!

Na początek dla tych, którzy nie czytali bloga wcześniej i nie wiedzą, o co chodziło:

Postanowiłam dokończyć zabawki, które miałam w szafie i od dłuższego czasu czekały na dokończenie. Niektóre były w początkowej fazie, inne już prawie skończone. Możecie je zobaczyć w tym wpisie.

tylko jedna rzecz na szydelku na raz

Założenie (które wzięłam z podcastu Pata Flynna) było takie, że biorę jedną zabawkę po drugiej i KOŃCZĘ ją, a dopiero później zabieram się za kolejną. Chciałam naprawdę zamknąć temat zabawek, które „już prawie są, brakuje im TYLKO…” Było to dla mnie niezłe wyzwanie, bo notorycznie odkładałam do szuflady lalki czy misie, którym czegoś brakowało.

Dlaczego ten sposób się u mnie sprawdził?

  • Teraz mam więcej gotowych zabawek! Nie takich, którym brakuje „tylko włosów” albo „tylko uśmiechu”. Pat mówił, że jeżeli jakiś projekt jest gotowy nawet w 99%, to tak naprawdę dla końcowego odbiorcy go nie ma (0%). I tak właśnie było. Nie mogłam Wam pokazać zdjęć, a zabawki żyły tylko w szafie – i to jeszcze wybrakowane. Teraz mam tyle zabawek, że pokazanie ich w jednym wpisie wydaje mi się zarzucaniem Was zdjęciami :).
  • Jeśli robiłam kilka podobnych zabawek pod rząd, po zrobieniu jednej widziałam, co mogę poprawić w kolejnej, jak sobie usprawnić pracę. Gdybym na przykład robiąc 3 lalki, zrobiła od razu 6 rąk, a potem nagle stwierdziła, że są za długie, musiałabym pruć wszystkie (aaa!). Zyskałam dzięki temu dużo czasu (np. po drodze znalazłam sposób na szybsze robienie włosów – napiszę o tym).
  • Patrzenie na gotową zabawkę jest taaakie motywujące do zrobienia kolejnej! No i nic nie „wisi z tyłu głowy”, że nie wiem, za co się zabrać: kończenie starych czy robienie nowych. A, może wejdę na fejsbuka?!!

Nie traktowałam jednak reguł tego wyzwania jak dogmatu. Zrobiłam kilka wyjątków i przerywałam moje projekty, kiedy:

  • ktoś mnie poprosił o szybki prezent pod choinkę (zrobiłam tak 5 zabawek)
  • chciałam komuś sprawić prezent (1 zabawka)
  • w niedzielę, bo to dzień świętowania, więc można sobie pozwolić na robienie tego, co w danym momencie sprawia przyjemność. A poza tym zabawek robionych w niedzielę nigdy potem nie sprzedaję.

Z tego powodu na zdjęciach widać tylko część tego, co zrobiłam, odkąd zaczęłam robić jedną rzecz po drugiej.

tylko jedna rzecz - podsumowanie

Teraz nadal stosuję tę zasadę i łamię reguły tylko, kiedy:

  • muszę się zatrzymać na jakimś etapie (bo np. chcę zrobić o czymś wpis, a jest wieczór i wolę poczekać na dzienne światło do zdjęć)
  • karmię i nie mogę dokończyć jakiejś czynności (karmienie to teraz mój główny czas na szydełkowanie), bo np. nie mam pod ręką wypełnienia – a mogę ten czas wykorzystać, szydełkując coś innego. Ten punkt akurat bardzo rzadko ma odniesienie – zazwyczaj mam przy karmieniu wszystko, co mi potrzebne do danej zabawki.

Być może jesteście osobami, które nie mają problemu z tym, żeby dokończyć każdy rozpoczęty projekt. Może macie w sobie wystarczająco dużo motywacji i wiary w to, co robicie. Jeśli tak – podziwiam!
Ja nie mam. W połowie już słyszę głos w głowie: „To nie wyjdzie!” oraz: „To wygląda koszmarnie, weź się za coś innego!”

Za to zaczynanie nowej lalki jest takie proste, że zawsze mi się wydaje, że „ta to już na pewno się uda”. Dopiero w połowie pojawia się kryzys (i GŁOS ;)). I to jest błędne koło.

W każdej lalce czy misiu dochodzę do tego momentu, że coś ważnego może się nie udać (czyli będę pruć na potęgę, co od razu mnie demotywuje). Odkąd postanowiłam sobie, że nie zaczynam nowej zabawki, dopóki nie skończę starej, mam motywację, żeby szybko przejść przez ten etap. Zazwyczaj okazuje się, że głos „nie uda się, nie uda się” grubo się mylił.

szydelkowe koniki

Zresztą w szydełkowaniu również to jest fajne, że najczęściej można coś spruć, nie niszcząc materiałów. Ze sprutej włóczki można zrobić nową zabawkę i nikt nie zauważy, że miała już wcześniejsze życie (chyba, że pruło się zbyt wiele razy lub jest słabej jakości). Dlatego jak coś mi się nie podoba, to NIE MAM LITOŚCI. Ale zazwyczaj nie jest tak źle.

Na zdjęciach widzicie tylko część gotowych zabawek. Zrobienie im zdjęć to chyba temat na kolejne wyzwanie ;). Ale pojawią się na pewno w przyszłych wpisach.

Czy przekonałam Was, żeby spróbować robić jedną po drugiej? Czy to zupełnie nie Wasz styl pracy? I jeszcze jedno.. czy to tylko ja mam głosy w głowie, kiedy robię zabawki? :)

Tweet about this on TwitterPin on PinterestShare on FacebookShare on Google+Buffer this pageShare on TumblrEmail this to someoneShare on StumbleUponShare on LinkedIn
  • Superaste są :) <3
    Jak Ty dziergasz przy karmieniu, ja nie miałam ręki, nawet w chuście, jak?
    Też słyszę głosy, ale mi się zdaje, że to raczej jakaś forma zagospodarowania ciszy, bo robię po nocach i mój mózg nie ogarnia ciszy,zbyt duży szok,po tym co mi córy fundują w ciągu dnia :)

    • Monika z woolfriends.com

      Hehehe, każdy ma swoje głosy :). Te Twoje też rozumiem ;). Ja mam ogromniasty rogal do karmienia, może mi ktoś zrobi zdjęcie, to pokażę. Gdyby nie on, to by chyba nie było tego bloga, bo wszystko się zaczęło (tak na dobre), jak karmiłam Gabi.

  • Cudowne są Twoje zabawki. Teraz rzeczywiście karmienie to dobry czas na szydełkowanie. Sama praktykowałam to przy Stasiu i Wojtku, (Kazik zdecydowanie za szybko się najadał, więc sobie darowałam). Przekonałaś mnie ostatecznie do tego, że lepiej zrobić do końca jedną rzecz zanim zacznie się kolejną. Zobaczymy, czy uda mi się wprowadzić taką zasadę. Bo przekonanie to jedno, a nawyki pielęgnowane przez lata to drugie ;o)
    Pozdrawiam

    • Monika z woolfriends.com

      Namówiłam Cię? Ale super, jestem ciekawa Twoich przemyśleń :)). Co do nawyków pielęgnowanych od lat – ja pamiętam to moje niekończenie jeszcze w głębokim dzieciństwie, więc święte słowa. Zobaczymy, czy uda mi się to zwalczyć :). Jak na razie mam rozpoczęty JEDEN projekt (nie licząc dwóch takich zostawionych na niedziele) i jestem bardzo szczęśliwa z takiego stanu rzeczy. Czeka sobie grzecznie z rogalem do karmienia, aż Ssak zgłodnieje :).

  • Robert

    Tak trzymaj Moniko! Wytrwałości i determinacji :-)

  • Jeju, jak Ty to robisz przy karmieniu? Ja nawet z rogalem nie ogarniałam. A zabawki – superaśne. Strasznie mi się podobają. Mają to coś! No i cóż – jeden rozpoczęty projekt u mnie ostatnio zupełnie nie miał szans. Zawsze wpadały jakieś niezaplanowane prace. No i te głosy …. ufffff, jestem normalna! ;) Ale wpis niezwykle motywujący. Obiecuję poprawę! Wiem już nawet, co będę szydełkować w niedzielę ;)

  • P.

    Środkowa lalka z najwyższego zdjęcia ma pępek? Dla mnie absolutny hicior :-)

    • Monika z woolfriends.com

      Tak, ma :). Będzie o niej osobny post.

  • Pingback: Co wyszydełkowałam w kwietniu - Wool Friends()