Tu i teraz – prawdziwy powód przestoju na blogu

with 16 komentarzy

 

Kiedy już nawet mój mąż mówi, że mam Wam chociaż napisać, że żyję, to znak, że jest źle. Bo jest! Jakkolwiek nie jestem zwolenniczką pisania co krok: „Och, znowu mnie tu nie było, przepraszam, poprawię się”, to tym razem po prostu czuję potrzebę, żeby napisać cokolwiek, zanim pojawią się nowe teksty. Ten blog jest dla mnie bardzo ważną częścią życia, więc nie wyobrażam sobie zawieszenia go na kołku, ale ostatnio było mi ciężko blogować. Po pracowitym grudniu (wyzwanie reniferowe, które wyszło świetnie!) przyszedł bardzo szalony początek stycznia – mój mąż zmienił pracę i przez chwilę okupował rodzinnego laptopa, a w życiu Klary nastąpiła prawdziwa rewolucja…

Nowy etap życia

Klara ma już prawie dwa latka i wchodzi w nowy etap rozwoju, oprócz tego dzień przed Wigilią zaczęła nosić okulary, później zakończyłyśmy etap karmienia, a do tego wszystkiego ostatnio masowo ząbkuje. Dlatego chciałam i musiałam jej poświęcić więcej czasu. Bardzo się bałam rezygnacji z mleka, bo to było dla nas obu ważne, ale jestem pod wrażeniem tego, jak dzielnie to zniosła i jak wiele dziecko rozumie na tym etapie. Nie sprawdziły się żadne porady typu: „Za długo ją karmisz, będziesz miała problem”.

I jak tu się ogarnąć?

Moim wybawieniem, za które jestem wdzięczna dzień w dzień jest nosidło Tula. Noszenie i dużo przytulaków – bez tego teraz nie istniejemy. I wspólne zabawy, z których naszą najulubieńszą jest ciastolina. No i nie ma co ukrywać… w nocy niezmiennie ratuje nas… tatuś! Dopóki ja wstawałam, kończyło się to kilkugodzinnym tuleniem się i śpiewaniem „lili-lili-laj” paręset razy jednym ciągiem. Od kiedy rolę tę przejął tata – Klara zaczęła stopniowo coraz więcej spać, aż w końcu od niedawna przesypia całe noce (hurra!).

Więc w życiu Klary wielkie zmiany, ale kiedy zaczęłyśmy je jakoś ogarniać, to… ja się rozchorowałam i aktualnie nadaję do Was z łóżka! Klara pojechała rano do babci i dziadka, więc mogę się wylegiwać, odpoczywać, pić herbatkę, szydełkować i pisać bloga. Niesamowite! Szkoda tylko… że jestem chora ;) (równa się: nie mam siły… nawet na szydełkowanie, dacie wiarę?!) Ale i tak rozkoszuję się tym, że mamy cudownych dziadków, wiem, że to luksus!

 

Co w najbliższych dniach?

Piszę to trochę z drżeniem: ząbkowanie, buntowanie się dwulatki – nie mam na to wielkiego wpływu. Ale mam nadzieję, że na dobre wrócę do blogowania i w najgorszym wypadku będę zamiast pisać – nagrywać vlogi z Klarą (w czasie wyzwania reniferowego zdarzyło mi się nagrywać i kończyć nagle ze słowami: „aaa, muszę kończyć, bo Klara wspina się na parapet i wisi nad podłogą”).

W najbliższym czasie na blogu pojawi się wielkie zamknięcie grudniowego wyzwania. W moim odczuciu cała ta akcja wyszła świetnie! W wyzwaniu wzięły udział 73 osoby!! W naszej grupie pojawiły się już zdjęcia pięknych (cudownych, nie przesadzam!!) reniferów uczestniczek, a kolejne dostałam na maila (Kto jeszcze nie podesłał, niech śle, najlepiej z linkiem do siebie – to dobrze robi Waszym stronom i profilom w social mediach.).

W grudniu też wiele z Was kupiło moje wzory, za co jestem Wam bardzo wdzięczna!

I tak sobie myślę… czy ktoś z Was ma ochotę na wspólne szydełkowanie konika? Możemy sobie zrobić taką akcję, że szydełkujemy razem, a ja wstawiam na bloga dodatkowe porady – czy ktoś jest tym zainteresowany? Napiszcie mi komentarz lub maila na: monika(@)woolfriends.com

I to tyle w kwestii odezwania się, że żyję.

Obiecuję, że zawsze o Was pamiętam i będę pracować nad kolejnymi wpisami w takim tempie, jakie tylko mi się uda osiągnąć. Do zobaczenia niedługo!!